Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krytyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krytyka. Pokaż wszystkie posty

KRYTYKA KLASYKA #3 - BEZSENNOŚĆ W NEVERWINTER

Oto trzecia, ostatnia część tego artykułu. Jeśli nie czytaliście jeszcze dwóch pierwszych części, pod tymi linkami możecie przeczytać część #1, "Genezę sukcesu", oraz część #2, "Syndrom translacji systemu". 

Na samym początku tego artykułu wyraziłem swoją dość śmiałą opinię na temat sztandarowej mechaniki walki w tytułach BioWare, ale chyba nie zdołałem podeprzeć tej opinii dostatecznie mocnymi argumentami. Przedstawiłem branżowe trendy występujące w czasie premiery Baldur’s Gate, które mogły mieć wpływ na ostateczny wygląd systemu gry, oraz sposoby, w jakie (świadomie czy nie) twórcy zdołali przekierować uwagę graczy ze sfery mechanicznej na sferę fabularną. Wydaje mi się jednak, że (biorąc pod uwagę moje pierwsze słowa) w dalszej części tekstu sprawiłem wrażenie zbyt apologicznego względem tego elementu klasycznych D&D-eRPeGów . Z drugiej strony, podczas pisania dwóch pierwszych części poświęciłem sporo czasu rozmyślaniom nad problemami, które z owego elementu wynikły, a także nad sposobem, w jaki walka z papierowych Lochów&Smoków działała w wirtualnych klasykach gier fabularnych. Dlatego chciałbym nieco przeformułować to, co napisałem na początku — nie, nie zaprzeczając sobie ani nie cofając moich słów, lecz dodając bardzo ważny szczegół: „Uważam, że system walki z Baldur’s Gate jest frustrujący, nudny, nieangażujący i monotonny, a także kompletnie niewierny swojemu papierowemu pierwowzorowi  — jednak w przypadku tej gry, a także Icewind Dale i Planescape: Torment, system ten jak najbardziej pasuje do koncepcji gatunku. Inaczej sprawa ma się z Neverwinter Nights”.

KRYTYKA KLASYKA #2 - SYNDROM TRANSLACJI SYSTEMU

Poniższe rozważania są czysto hipotetyczne i nie mają podłoża w faktycznych badaniach nad psychologią gry albo designem gier planszowych i komputerowych. Są to moje przemyślenia, wsparte doświadczeniem ze strony konsumenta, silnie subiektywne.
Jeśli nie czytaliście pierwszej części tego tekstu, kliknijcie tutaj.

Długo zastanawiałem się nad tym, co tak naprawdę nie pasowało mi w sposobie, w jaki zaprojektowane jest Baldur’s Gate i jego następcy. I w końcu doszedłem do wniosku, że te potencjalne problemy nie leżą wyłącznie u podstaw D&D-eRPeGów, ale również pewnego dość popularnego ostatnio nurtu gier: konwersji planszówek.

Wiele gier planszowych dorobiło się niedawno wersji wirtualnych na urządzenia mobilne i komputery personalne. Risk, Magnifico, SmallWorld, Catan, nawet polski Wiedźmin: Gra Przygodowa. No i oczywiście Talisman: Digital Edition. Ten ostatni tytuł będzie szczególnie ważny dla naszych rozważań, jest on bowiem pacjentem cierpiącym najbardziej (z wszystkich wymienionych) na coś, co nazywam syndromem translacji systemu.

KRYTYKA KLASYKA #1 - GENEZA SUKCESU

Uwaga! Ten tekst, z uwagi na długość oraz aktualny stan, został podzielony na trzy części. Poniżej znajduje się pierwsza, drugą –„Syndrom translacji systemu” – możecie przeczytać klikając tutaj. Tymczasem – miłego czytania!

Złapałem bakcyla papierowych RPGów. Pomiędzy oglądaniem genialnej serii Critical Role a szaleńczym spisywaniem notatek dotyczących mechanik, światów i kampanii, nie mogłem nie sięgnąć po jednego z klasycznych cRPGów opartych na najsłynniejszym systemie fabularnym, Dungeons&Dragons. Z jakiegoś jednak powodu nie wybrałem ani Baldur’s Gate 2, ani Planescape: Torment, mimo że ikonki obu widnieją na moim pulpicie przynajmniej od czerwca. Zainstalowałem za to, z płytki z reedycji eXtra Klasyka, pierwsze Neverwinter Nights.

Już kilka godzin po rozpoczęciu rozgrywki — kiedy wraz z Tomem Szubienicznikiem przemierzałem Neverwinter w poszukiwaniu składników lekarstwa na Wyjącą Zarazę — już wtedy wiedziałem, że nie będę mógł w pełni czerpać z tej gry przyjemności. Mogłem przeboleć marny polski dubbing całkowicie zabijający atmosferę fabuły, mogłem przeboleć schematyczną i dość liniową budowę głównego wątku, który za rączkę prowadzi gracza przez wszystkie dzielnice miasta, a następnie przez wszystkie krainy po kolei. Czego nie mogłem zdzierżyć, a co wkurzało mnie już we wcześniejszych grach opartych na D&D, to mechaniki tytułu, a zwłaszcza: systemu walki. Uważam, że zarówno w pierwszych Wrotach Baldura, jak i w każdej następnej grze D&D studiów BioWare i Black Isle, przez Icewind Dale i Planescape: Torment, a na Neverwinter Nights – SZCZEGÓLNIE – kończąc, system walki z Lochów&Smoków po prostu nie działa. Jest frustrujący, nudny, nieangażujący i monotonny, a co najważniejsze - kompletnie niewierny zarówno swojemu papierowemu pierwowzorowi, jak i ogólnemu, przewodniemu designowi gier, w których się pojawia.

DUST: AN ELYSIAN TAIL - ZAGINIONE ARTEFAKTY #1

Czasem cały sztab ludzi nie potrafi osiągnąć tego, co udało się kilku osobom pracującym w piwnicy po godzinach. Czasem najlepsze gry nie odnoszą sukcesu, przysypane toną nieoryginalnych sequelów. Czasem najmniej reklamowane, wydane po cichu tytuły reprezentują znacznie większą wartość niż produkty z reklamami na autobusach i budynkach.

Witajcie w pierwszym artykule z serii Zaginione Artefakty. W niej obrałem sobie za zadanie rozsławić mniej znane, zapomniane bądź niedoceniane gry, które wyróżniają się na tle konkurentów pod względem jakości lub prezentują całkowicie unikatowy pomysł na rozgrywkę, narrację itp. Wiele z nich to produkty studiów niezależnych, finansowane z kieszeni twórców bądź poprzez crowdfunding (czyli strony jak IndieGoGo lub Kickstarter), kilka jest jednak dziełem znanych developerów, efektem pracy, który nie doczekał się uwagi, na jaką zasługiwał.

Pierwszym Zaginionym Artefaktem w kolekcji jest Dust: An Elysian Tail, hybryda RPG, platformówki i slashera, oryginalnie wydana na konsolę Xbox 360 w roku 2012 i wprowadzona na platformę Steam w maju 2013r. Wybrałem D:AET na dobry początek, jest to bowiem gra nietypowa z wielu powodów. Stworzona przez animatora Deana Dodrilla, który wymyślił, namalował i zaprogramował grę samodzielnie w przeciągu czterech lat, doczekała się muzyki skomponowanej przez Alexandra Brandona (twórcy ścieżek dźwiękowych do Deus Ex, Unreal Tournament i Jazz Jackrabbit) oraz HyperDuck SoundWorks (utalentowanego duo z Irlandii). Opowiada ona historię tytułowego Dusta, postaci o nieznanej przeszłości, który wraz z pomocą starożytnego Ostrza Ahrah i energicznej towarzyszki Fidget musi odkryć tajemnicę wydarzeń rozgrywających się w krainie Falana.

THE ELDER SCROLLS ONLINE UPADNIE

Gra, o której będę mówił, zbliża się wielkimi krokami, a ja z każdym jej krokiem mam coraz gorsze przeczucia co do finalnego produktu. Jako fan oryginalnej serii mający pewne doświadczenie w gatunku MMORPG uczestniczyłem w kilku fazach testów beta i wciąż nie mogę pozbyć się wrażenia, że gra po prostu nie wypali. Pytanie brzmi: czy The Elder Scrolls Online będzie klapą i jeśli tak, dlaczego? Od razu ostrzegam, niektóre wnioski są czysto subiektywne i mogą okazać się nieprawdziwe po oficjalnej premierze gry.

OTWARTY LIST DO UBISOFTU - MIGHT & MAGIC X: LEGACY - KRYTYKA


Drodzy pracownicy Ubisoftu!

Na początku tego listu chciałbym napomknąć, że darzę Wasze studio wielką estymą. Patrząc na tytuły wydane w ostatnich latach oraz plany wydawnicze na rok następny widać, że chcecie robić coś nowego, a jednocześnie przyjaznego graczom. Bardzo podoba mi się Wasz wkład w serie Far Cry i Rayman oraz gry od Toma Clancy'ego, a za próbę urozmaicenia Waszej najbardziej zatęchłej serii, Assassin's Creed, w jej czwartej odsłonie, należą wam się solidne brawa. Ponadto, nadchodzące Watch_Dogs, The Crew czy TC: The Division wyglądają interesująco i trzymam mocno kciuki, że uda się Wam i odpowiednim developerom osiągnąć rezultaty satysfakcjonujące i Was, i nas, graczy.

© Agata | WioskaSzablonów | x.